Najważniejsze, że trawa jest zielona - Kłos komentator

Wiosenna inauguracja Bundesligi. Piątkowy mecz Gladbach z Bayernem. Na stanowisku komentatorskim: jak zawsze solidnie przygotowany i fachowy Borek i w roli “eksperta” były piłkarz 1FCK., Tomasz Kłos. Początek meczu i ciągła nawijka o mocarzu z Monachium, który praktycznie mistrza ma już w kieszeni, jest bitym faworytem i gospodarzom będzie ciężko nawet o punkt. A tu, błąd Neuera - 1-0 dla Gladbach. Chwilka konsternacji, ale Kłos ma już na to receptę. Przyszło mu na myśl, że pobyt monachijczyków w Katarze nie był okresem przygotowawczym, ale krótkimi wakacjami pod palmami. Taa… Robben i Gomez wylegiwali się na leżakach, popijając drinki, a Kroos z Mullerem nie wychodzili z basenu. No i wciąż te banały. Że temperatura jest bliska zeru, ale murawa jest zielona, a komplet publiczności ogrzeje piłkarzy. Gdy po ładnej kontrze, Borussia podwyższa na 2-0, Kłos wieści prawie apokalipsę - “w Bayernie może być nerwowo, zrobi się gorąco” - coś w tym stylu. Już od dziś szukajcie po niemieckich portalach o rewolucji. Rangnick zwolniony, Ribery sprzedany wraz z połową składu, pokażą się nowe twarze, choćby Dante z Gladbach czy jakiś młody defensywny pomocnik z Calgiari. Gdy Borek próbuje wyciągnąć od byłego ełkaesiaka coś zza kulis, np. o treningach, gdy formacja defensywna wiązała się gumami i ćwiczyła ustawienie w linii, ten półsłówkami odpowiada, że to było za Wernera Liczki, zdobyliśmy z Wisłą mistrzostwo, więc coś w tym musiało być.

Od eksperta oczekuję czegoś, o czym kibic-laik nie ma pojęcia. Gdy Hajto komentował Bundesligę, sentymentalnie wracał do Bayernu Kahna, Ballacka czy Lizarazu, psioczył wiecznie na van Buytena (wypominając mu po raz n-ty sytuację z Matusiakiem w meczu Belgia - Polska). To nie było złe, bo “Gianni” żył meczem, fajnie “czytał” grę. Niestety, Kłos i Murawski (ostatnio fan Ligue 1) nie nadają się na komentatorów.

Podobała mi się wczoraj narracja Borka, teza o wpuszczeniu co okienko do zespołu młodych “rekinów”, którzy zwiększą rywalizację, apel do PZPN-u o wzięcie się za szkolenie młodych  - uwielbiam te wtręty i aluzje do polskiego podwórka. Jakiś synek(Reus, Herrmann) strzela bramkę, bez strachu i cykorii, ty jeszcze nie zdążyłeś zobaczyć powtórki, a gospodarz “Cafe Futbol” dołuje cię sytuacją “młodzieżowców” w Polsce i frazesem, że Zachód odjeżdża od nas o lata świetlne.

Nawiasem mówiąc - fajnie, jakby okazało się że M’gladbach okaże się wiosną niemeckim Newcastle - atakującym ławą, wyprowadzającym szybkie kontry.

Tomaszu, byłeś niezłym piłkarzem, pograłeś w reprezentacji, byłeś przez moment dyrektorem sportowym, zdzwońcie się z “Wieszczem” i ratujcie ŁKS :)  Podobnież ogłosił upadłość…

* Skomentuj ten wpis

Cierpienia młodego Martina

Gościem dzisiejszego “Cafe Futbol” był Andrzej Kobylański, ojciec wchodzącego do składu Energie Cottbus - Martina. Gracz II-ligowego zespołu z Bundesligi waha się między wyborem reprezentacji. Polska (której sztab szkoleniowy w ogóle się nim nie interesuje) a Niemcami (bacznie obserwującymi młodego zdolnego, trener młodzieżówki Ziege wysyła mu smsy, gratulując udanych występów).

W opisującym cały kontekst reportażu, Martin “odgrywa” swoją wątpliwość, ważąc w dłoniach nasze godło narodowe i emblemat DFB z czarnym orłem. Polak wychowany w Niemczech, którego ojciec podkreśla o przywiązaniu do ojczyzny, o fakcie, iż w rodzinnym domu mówi się wyłącznie po polsku.

Skąd więc wahania Kobylańskiego? Czy człowiek, czujący się Polakiem, nie odcinający się jak Klose, od korzeni i polskości, może rozpatrywać grę dla innej reprezentacji?

Od jakiegoś czasu mówimy przecież o “farbowanych lisach” - Polanskim, Perquisie - którzy reprezentację traktują jak trampolinę, nie uczą się języka, a Polskę traktują jak jedynie klub - przystanek w karierze. Zbliżające się Euro postrzegają jako dobre okno wystawowe…Czym różni się od nich Martin? Dlaczego swoją reprezentacyjną przyszłość uzależnia od potencjalnego zainteresowania ze strony PZPN-u czy selekcjonera? Chłopak nie ma 30 lat i nie ciąży na nim przymus wieku czy obawa, że zbliżający się turniej może być moim ostatnim.

Smuda nie będzie dożywotnio na ławce reprezentacji, Chorążyk (jeśli nadal przemierza świat w poszukiwaniu przyszłych reprezentantów) wszystkiego nie ogarnie, ale…

Myślę, iż zyskałby sporo konkretną deklaracją: “Chcę grać dla Polski, gra gdzie indziej mnie nie interesuje. Czuję się Polakiem”. Nawet w sytuacji, gdy na debiut będzie musiał poczekać dłuższy czas…Gdyby Franz powołał Kobylańskiego na grudniowe zgrupowanie (nawet kosztem konfliktu z klubem), gość przestałby kluczyć…

Nie podoba mi się stawianie warunków przez młokosa. Czeka na sygnał, oznakę zainteresowania. Zapieprzaj, bracie na Stadionie przyjaźni, pokaż się opinii publicznej, strzel kilka goli, zmień latem klub na lepszy (słyszeliśmy dziś o zainteresowaniu możnych z I Bundesligi)… i bądź cierpliwy.

Polemiści rzucą argumenty:”ale tracimy nieoszlifowany diament… nie możemy sobie pozwolić na kolejny casus Podolskiego, Szeteli czy Trochowskiego”, itd. Wyżej wspomniani dokonali wyboru - samodzielnego, nierzadko podyktowanego czystym biznesem, bilansem zysku. Cytując frazę z “Rejsu” - “nikt tu nikogo pod pistoletem nie trzymał”.

Gra w reprezentacji powinna być zaszczytem i przywilejem. REPREZENTUJESZ POLSKĘ.  Tu nie ma żadnej równoważni. Tu w ogóle nie powinno być wątpliwości. Ogólnopolski protest i żądanie natychmiastowego przywrócenia orzełka na koszulki daje sygnał, że kibicom nie jest wszystko jedno. Są wartości, których nie można zmienić, kupić, przemodelować.

Lenczyk komentował niedawno próby naturalizacji kolejnych piłkarzy - “łapanka trwa”. Nie za wszelką cenę. Niech w reprezentacji grają ci, którzy nawet przez chwilę nie będą się wahać.

* Skomentuj ten wpis

This is it!

To robocza nazwa  europejskiej  serii koncertów, w której Król Popu miał przypomnieć się światu i wiernym fanom. Feeria barw, widowiskowe choreografie, tłumy tancerzy, floopy,inne cuda… Z wiadomych względów nie doszły do skutku.

Jednak tytułowe słowa jak ulał pasują do obecnej formy Legii Warszawa. Pewne wygrane, przedłużające się czyste konto Kuciaka, goniącego legendę Łazienkowskiej, Grotyńskiego. Odpowiednie proporcje - tak między obcokrajowcami i Polakami, jak i młodziakami i starymi wyjadaczami. Stabilna forma Rybusa, eksplozja talentu Wolskiego, dobry Żyro, profesor Żewłakow. Popełniający coraz mniej błędów Komorowski (który dopiero teraz udowadnia  sensowność jego transferu na Ł3). Janusz Gol - inteligentny defensywny pomocnik z inklinacjami ofensywnymi (piękna asysta do Rado na 3-0 z Lechią). Rozgrywający rok życia Radović (do końca życia będę pamiętał jego mecz ze Spartakiem u siebie i dwumecz z Rapidem). Koncerty gry, gdy po końcowym gwizdku możesz powtórzyć za Jacksonem: “to jest to!”.

Trener, który wykorzystał drugą szansę -facet ma pomysł na drużynę, umie przyznać się do popełnionych błędów taktycznych. To Skorża “wydobył” z Miro pełnię potencjału, jaką dysponuje nasz waleczny Serb. Gdyby jeszcze dawał więcej szans młodemu Koseckiemu…

I wreszcie celność transferów - 3/4. Ljuboja, Żewłakow i Kuciak (niezły chrzest bojowy w Moskwie), tylko Ohayon wydaje się błędem, ale może gdybyśmy widzieli go w większym wymiarze czasowym… Piękny stadion z armią najlepszą tiffosą w Polsce. Publika, która autentycznie niesie piłkarzy…

***

Mówi się, że zimą nie powinniśmy oczekiwać mega zakupów. Jak potwierdził “Beret” w C+, kupimy kogoś, jeśli wcześniej kogoś sprzedamy. Na 99 % odejdą: Skaba (Odense), Ohayon. Wciąż pojawiają się plotki o scoutach, goszczących na meczach, obserwujących Borysiuka i Rybusa. Na  transfermarkt. de piłkarzy Legii wycenia się następująco:

Bramkarze:

Antolović - 450 tyś. euro

Skaba - 500,00

Kuciak - 1. 350. 000

Obrońcy

Wawrzyniak - 850.00

Kiełbowicz - 450.00

Komorowski - 650.000

Kneżević - 400.00

Żewłakow - 1 mln

Jędrzejczyk - 450.00

Rzeźniczak - 1.400.00

Choto - 1.100,00

Astiz -  1. 500.00

Pomocnicy

Gol - 750.00

Borysiuk - 1.600.00

Rybus - 950.00

Ohayon - 500.00

Manu - 1.300.00

Vrdoljak - 2 mln

Żyro - 250.00

Wolski - 100.00

Kosecki -  300.00

Radović - 2.100.00

Napastnicy:

Hubnik - 850.00

Kucharczyk - 750.00

Ljuboja - 1.500.00

Łączna wartość zespołu (z Szumskim, Łukasikiem, Górskim i Elfirem) to 23.300.00 mln euro. Oczywiście, z powyższymi sumami można dyskutować. Nie wiem, czy Dixi z Astizem zamierzają “dociągnąć” w stolicy do emerytury, ale każde okienko powinno zapalać u włodarzy czerwoną lampkę: “ich czas już minął”. Czy klub stać na tak kosztownych rezerwowych? Kuba Rzeźniczak też chyba doszedł do etapu, gdzie więcej z niego nie wycisną, a ambit powinien pchnąć go poza kraj.

Jestem daleki od hurraoptymizmu, Legia to jeszcze nie samograj, gdzie wszystko hula. Konieczne jest wzmocnienie napadu, bo nikt dziś nie może stwierdzić, czy Hubnik stanie wiosną na nogi. 5 meczów do końca roku - 2 wyjazdy w lidze (Kielce i Lubin), mecz z Cracovią i PSV u siebie, wyjazd do Izraela. Trzeba wygrywać co się da. W interesującym nas dziś meczu zmierzą się dwaj kontrkandydaci do tytułu. Ktoś na pewno straci punkty.

* Skomentuj ten wpis

Tako rzecze “Lejba”

Warto dziś było kupić w kiosku “Przegląd”. Nie tylko “na pamiątkę” historycznego awansu Legii do fazy pucharowej Ligi Europejskiej. Jako zapowiedź poniedziałkowego spotkania Jaga - Legia mamy niekłamaną przyjemność lektury z osobą, która spina klamrą oba kluby - Dariusza Czykiera. Już pierwsze wypowiedzi byłego legionisty pokazują, jaki z niego jajcarz i świetny gawędziarz. A  wspomnienia prowincjonalnego Białegostoku - to perła. Oto kilka wyimków:

…trener Janusz Wójcik w trakcie wyjazdu kupował rybkę w puszce. Rybkę wyrzucał i wypijał olej, by wieczorem z sędziami dłużej przy wódce posiedzieć

(…) Wójcik wspominał, że w klubowym kiblu żarówka dyndała na drucie, carski zlew wisiał na ścianie, a ubikacja to tak zwane “mocne nogi”…

Równie barwnie opowiada o przenosinach do Warszawy: burdel był w klubie, pieniądze rzadko się widziało. Ktoś poradził, że jak się rozpłaczę w gabinecie u prezesa klubu, to mnie odwiesi [był zawieszony, bo widziano go na "rozgrzewce" - w lokalu na tańcach ]. Weź i płacz. Co ja, aktor z Hollywood?

Najlepszy jest jednak wątek o pobycie w Fali Kazuń:  środek tygodnia, a kolega z Jagielloni zrobił mi niespodziankę [i przyjechał w odwiedziny]. Błagam: “Panie kapitanie, raz ktoś do mnie przyjechał. Miesiąc tu jestem. Pójdę na pięć minut”. Zgodził się, kapral ze mną poszedł, żeby pilnować. Witam się z Liskiem. “Masz coś? Mam! To idziemy”. Duszkiem przechyliliśmy pół litra. Człowiek pił łapczywie, jak najwięcej. Kapral też wychylił. “A ch… z tym poligonem, jedziemy do knajpy!” - poniosła nas fantazja. Pojechaliśmy do Nowego Dworu. W knajpie szło piwo za piwem. Na wyścigi. Z koszar wyjechaliśmy koło pierwszej, wróciliśmy tak o trzeciej. Szliśmy z kapralem , wspierając się na ramieniu. Karabin ciągnąłem za sobą jak psa.

Urokliwy jest też obraz stolicy:  Człowiek czasami tak szedł przed siebie, pooddychać. Tu  piwo się wypiło, tam coś zjadło. Ostatni przystanek - kasyno w Victorii. Taka była marszruta.

C. K. Dezerterzy, piłkarscy Szwejkowie - mit o piłkarzach, dla których mecze były tylko przerywnikami w wesołym życiu, ma się dobrze. I wciąż trwa. Kowal, który  wyciągnięty z łóżka po całonocnej balandze  bywał najlepszy na placu. Okoński, który w pierwszej połowie siedział na trybunach i popalał ,a w przerwie schodził do szatni, przebierał się i wchodząc na 2., połowę, przechylał szalę na korzyść swojej ekipy.

***

Piękna legijna jesień. Obyśmy - daj Bóg - za rok, emocjonowali się  występami w LM. Puchar jest nasz:)

* Skomentuj ten wpis

Dreptanie we mgle - budujemy markę ekstraklasy

Pamiętam pewną wymowną scenę z końcówki lat 90-tych. Kartoflisko w Olsztynie, gdzie ówczesnego trenera Stomilu, “Bobo” Kaczmarka  z błotnistego i pokrytego grubą warstwą śniegu znosił na plecach bramkarz. Bajoro i jakieś parszywe 0-0. Nudy na pudy.

Mijają lata. Patrzę na dzisiejszą 1 połowę meczu Górnika z Jagą. W mroku majaczą koparki, księżycowy krajobraz. Piłkarze poruszają się w coraz gęstszej mgle, spotkanie obserwuje może setka widzów. Nie ma dopingu, a więc wychwytujemy wszelkie bluzgi i “komentarze”. Zagubieni piłkarze, nie wiedzą czy to podpowiada ktoś z ławki czy z trybun.Senni komentatorzy, mamiący telewidzów nadzieją, że “zaraz coś się zacznie”. Słabo oświetlona płyta boiska, wieje nudą i nieuchronnym bezbramkowym remisem…

Optymista powie, że to tylko “przystawka” do piątkowego “matchday”, debiutu nowej areny we Wrocławiu.

Futbol pokazywany w tv powinien być na najwyższym poziomie. Dla sympatycznego skądinąd pana z dzwonkiem, który obudziłby umarłego i zmurszałego obiektu nie ma już miejsca… Kolejne potwierdzenie tezy na “uznaniowy” system licencyjny.

Gdyby obok stadionu Górnika, przejeżdzał jakiś scout i zwabiony okrzykami, wstąpiłby na chwilę, pomyślałby,: “Ot, jakiś sparing, młodzieżówka jakaś. Jadę dalej…”.Przeciętny oglądacz  również powędruje dalej pilotem. My, kibice, zostajemy.

* Skomentuj ten wpis

Szwedzi w Warszawie

Każdy kto zdecydował się we wczorajszy wtorkowy wieczór odpuścić sobie nerwów, oglądając osiedlowy sparing na niemieckiej wsi, a wybrał mecz Szwecja - Holandia…zrobił dobrze. Zwycięstwo gospodarzy 3-2, po dość dramatycznym spotkaniu było bodaj najciekawszym spotkaniem ostatniej serii pojedynków eliminacyjnych do przyszłorocznego Euro.

Szwedzi bez Zlatana (kartki), Oranje bez Sneijdera, Robbena i Stekelenburga, za to z nieopierzonym  Michelem Vormem w bramce (gość ze Swansea - a więc tęsknota za Van der Sarem) i popełniającym błędy Mathijsenem.

Lepiej zaczęli goście, ale to Szwedzi za sprawą kapitalnego gola z wolnego Kallstroema wyszli na prowadzenie, chwilę później ładna akcja “Pomarańczowych” kończy się celną główką Klaasa -Jana Huntelaara. W 50 min. Holendrzy bombardując bramkę Issaksona, wychodzą na prowadzenie po kolejnym celnym zagraniu głową Kuyta. Ale Szwedzi prawie natychmiast wyrównują - karny, Larsson i 2-2. Ale by uniknąć niepotrzebnych baraży, gospodarze walczyli o zwycięstwo. Minutę potem, Ola Toivonen wykorzystuje zamieszanie pogubionej defensywy i ładnym rogalem uderza na  opustoszałą bramkę  w lewy górny róg. Holendrzy niby próbują wyrównać, ale Issakson nie musi bardzo uwijać się w ukropie.

Zaciekawił mnie asystent przy golu na 2-1 dla Oranje - lewy obrońca Erik Pieters z PSV, dopiero 8. mecz w reprezentacji, ale ciekawy typ. Z tego, co można “wygooglować” latem chciały wziąć go pod swoje skrzydła “Sroki”.

Jeśli trafimy na Szwedów w grupie, łatwo zmontować odprawę motywacyjną. Puści się chłopakom fragmenty “Potopu” ze sceną obrony Częstochowy (nota bene - gdy będziemy z nimi rozpaczliwie się bronić i wybijać piłki w trybuny ten frazes będzie pasował jak ulał). Dla “farbowanych lisów” - wersja z napisami.

Wszystkim polecam zapomnianą dziś lekturę z podstawówki - “Szwedzi w Warszawie”  Walerego Przyborowskiego (1901) - napisana fajnym językiem historia trzech przyjaciół w okupowanej w 1656 r. stolicy.

P.s. Planowałem obejrzeć jeszcze Duńczyków z Portugalczykami, ale wytrwałem tylko połówkę. Feddek z Onyszko dość ciekawie “zagłuszali” wydarzenia boiskowe. Według słów golkipera, większość duńskich piłkarzy  przewinęła się przez Odense, a on grał z nimi wszystkimi i w początkujących juniorach widział już przyszłych reprezentantów.

* Skomentuj ten wpis

Szaleństwo flegmatyka, czyli w tym szaleństwie jest metoda

Zawsze postrzegałem Wengera jako flegmatyka, spokojnego człowieka, swą fizjonomią i sposobem bycia przypominał doświadczonego nauczyciela matematyki. Co ciekawe, mój licealny belfer od matmy był do niego nawet podobny, dlatego koledzy z klasy nazywali go “Wengerem”, a bossa Arsenalu - nazwiskiem wspomnianego pedagoga (mniejsza o szczegóły).

Kilka godzin przed zamknięciem okienka transferowego. Arsenal  - mimo zakwalifikowania się do LM - w trudnej sytuacji, lanie 2-8 z MU jeszcze siedzi w głowach, pojawiają się głosy, iż czas Francuza na Emirates dobiega kresu…

Obserwuję na kilku portalach - prawie minuta po minucie - swoistą “londyńską gorączkę”. 30 sierpnia kontraktują Parka z Monaco, mówi się o dwóch obrońcach…Jak zapełnić lukę po Cescu i Nasrim? Arteta z Evertonu? Bierzemy!… Postronnemu obserwatorowi te wszystkie przymiarki, plotki i wszelkie info “z nieoficjalnych żródeł”, “poufnie” i wyświechtane: “Jak donosi anonimowa osoba w klubie” oraz “bliski przyjaciel” samego zainteresowanego” może przypominać Football Managera w realu. Oto starszy facet - w tym przypadku Wenger - wpatruje się w ekran klubowego komputera, szybko przebiega wzrokiem po składach europejskich ekip, rzuca okiem na statystyki i parametry, na końcu zatrzymuje się przy “numerkach” z ostatniego sezonu i wydzwania, dopytuje. Szaleństwo…

A może wcale tak nie jest, może przenosiny Andre Santosa (z Fenerbahce) i Pera Mertesakera (z Werderu),wypożyczenie Benayouna, wspomnianych Parka i Artety były zaplanowane wcześniej, nie były planem “B”, a w razie niewypałów Arsene miał kilka opcji awaryjnych.

Prawda czasu, prawda futbolu… Dziś o transferach możesz dowiedzieć się więcej z Twittera i “profilów” zawodników na oficjalnych stronach klubów. Wczoraj śmieszna historia - szok! ze składu City zniknął Balotelli? Po jakimś czasie sprostowanie - informatycy klubu dokonują jedynie korekt w serwisie. Inny wczorajszy hit - Sneijder jest ponoć w drodze do Manchesteru, by podpisać umowę z “Czerwonymi diabłami” - i znowu “pudło”(choć Holender oficjalnie przyznał o wstępnym zainteresowaniu klubu z Old Trafford). Gdzie indziej kolega z reprezentacji zdradza na Facebooku, iż jego kompan ze zgrupowań zasili jego klub. I tak dlaej, i dalej…

Zgodnie z tradycją, “top ten” letnich migracji (głównie sierpniowych, o wcześniejszych pisałem w maju, we wpisie “Otwieranie okna“)

1. Sergio Aguero (Atletico -Man City)

Stawiam go wyżej od transferów Barcy (numer 2. i 3) - szybki, przebojowy napastnik, który 3 bramkami  pięknie przywitał się z kibicami “The Citizens”. Aż szkoda, że Mancini nie widzi dwóch Argentyńczyków razem: Tevez i Aguero byłby bardzo ciekawym ustawieniem, ale zgodnie z zasadą wielu trenerów - w ataku ma grać mały i “duży”. Rolę tego ostatniego spełnia Dżeko, a jego ostatni popis karzą przyznać rację trenerowi City.

2. Cesc Fabregas (Arsenal - Barcelona)

Dobry debiut w Supepucharze Europy, okraszony golem. W jego żyłach płynie katalońska krew, a schematy powielane w reprezentacji ułatwią mu ( a może już ułatwiły) funkcjonowanie w Barcie. Tylko jak Pep ich wszystkich pomieści na boisku? (Iniesta i Xavi mają chyba pierwszy plac)

3. Alexis Sanchez (Udinese - Barcelona) - strzelił gola Villareal, jednak pozostaje pewną niewiadomą. Ostrożnie, oby nie skończyło się jak z innym przybyszem z Włoch, niejakim Zlatanem. Suma transferowa i klasa pozwalają wierzyć, że będzie pięknie “hulał” z Villą

4. Juan Manuel Mata (Valencia - Chelsa) - czekając na mecz, zobaczyłem końcówkę meczu The Blues - wtedy dopiero dowiedziałem się o tym ruchu ludzi ze Stamford. Błyskotliwy skrzydłowy zdobył w debiucie piękną bramkę. Dobrą reklamę zrobił mu Silva z City. Bardzo mądry ruch, tym bardziej, że może zmieniać się skrzydłami z Maloudą lub Kalou.

5. Gervinho (Lille - Arsenal) - w debiucie dostał szybką i bolesną lekcję angielskiej piłki od Bartona z Newcastle  pt.”jak utrzymać nerwy na wodzy”. Głupia czerwień, ale przyda się Arsenalowi. Świetny sezon w Ligue 1. Przypomina mi trochę Joe Cole’a z młodszych lat ( i lepszej dynamiki). Ten ostatni - dość nieoczekiwanie -  zmienił Liverpool na Lille. Ciekawe, czy jego prezentacja w klubie zbiegła się z  podpisaniem kontraktu (wreszcie) przez Jelenia. Dla Cole’a - 10-tka w klasyfikacji.

6. Ashley Young (Aston Villa - MU). Od postawy “Młodego” i Welbecka co niektórzy “optymiści” proponują zmianę nazwy stadionu na “Young Trafford”. To, co zagrali razem z Rooneyem i Nanim przeciwko Arsenalowi - poezja. Strzał w dziesiątkę.

7.  Miejsce dla Romy - kupno Bojana, Stekelenburga (następca Van der Sara w Oranje - kto przyjmie zakład, że następny klub będzie z Anglii?), Gabriela Heinze, Pablo Osvaldo, a także :

Miralema Pjanicia (z Lyonu) i Fernando Gago (z Realu M.) . Drużyna z Rzymu zmieni się więc prawie tak jak szalejąca w lipcu hiszpańska Malaga.

8. Diego Forlan (Atletico - Inter). Napastnik kompletny. Ciągle mam w pamięci “jego” finał Copa America. Godny następca Eto’o - który poleciał za forsą do Andży, bawić się piłką z Roberto Carlosem.

9. Do wyboru:

Raul Meireles (Liverpool - Chelsea)

Craig Bellamy (City - Liverpool) - duża konkurencja w ataku, ale Walijczyk może biegać na skrzydle

Eljero Elia (HSV - Juve) - a trzeba było zostawić w Turynie szybkonogiego Giovinco…

Emmanuel Adebayor (City - Tottenham) - i Peter Crouch musi odejść do Stoke (zadziwiające, nieprawdaż?)

Są też transfery z cyklu: “dajcie mi ostatnią szansę, a pokażę że jeszcze nie jestem wypalony”:

Diego (wyp.  Wolfsburg - Atletico), Hleb (kolejne wyp. - tym razem do “Wilków”), Shaun Wright- Phillips (City - QPR).

***

I tak kończy się mercato. Z mojego punktu widzenia, najlepszy transfer ostatnich lat to przyjście Daniela Ljuboji. Kiedyś myślałem, że po Zeigbo, Edsonie i wczesnym Rogerze nie będzie już takich “magików”. Na szczęście się myliłem.

* Skomentuj ten wpis

Siła mądrości, czyli Legia w Lidze Europejskiej!!!

Kilka chwil temu zakończyło się losowanie grup LE. Grupa C - czyli PSV, Hapoel Tel-Aviv i skubańcy z Bukaresztu, którzy niedawno obudzili Śląsk z trwającego, przyjemnego snu o pucharowej jesieni. Prosiłem tylko byśmy nie wpadli do grupy A (z Tottenhamem, Rubinem i PAOK-iem).W grupie I (z Atletico, Udinese i Stade Rennais) też byłoby krucho z wyjściem z grupy, a tak…

Wróćmy jednak do wczorajszej moskiewskiej wiktorii

Oglądając drugą połowę - wspominałem dawne lata, gdy drużyny klubowe odpadały w pucharowych przedbiegach O LM i Puchar UEFA, a dla polskich fanów prawdziwą wartość miała tylko walcząca oraz niezła reprezentacja -  tuszująca ligową mizerię i pozwalająca wierzyć, że pogłoski o śmierci futbolu nad Wisłą są mocno przesadzone. Myślę, że dla wielu moich rówieśników eliminacje do mundialu w 2002 r. wyznaczyły pewien pułap możliwości i jakości, jakie chcemy widzieć u Polaków ganiających po boiskach z orzełkiem na piersi.

Obecnie nastąpiło (czy może od kilku lat - od końca Euro 2008) przesunięcie zainteresowań i nadziei na piłkę klubową. Tą, która w bólach i niepowodzeniach, zdaje się małymi kroczkami zmierzać w dobrym, bo normalnym kierunku.

Pamiętam wiele dramatycznych meczów Legii w drodze do raju faz grupowych europejskich pucharów. Do końca życia pamiętał będę bramkę Czereszewskiego z Udniese (za Smudy). We Włoszech 0-1, w stolicy ostatecznie 1-1. W głowie tli się bój  z Vicenzą - która teraz pałęta się po niższych ligach. Wspominam niedawne przecież boje z Szachtarem (jeden z najlepszych meczów Fabiana w Doniecku i karny z kapelusza; Choto po wyjściu z samolotu powtarzał tylko: “Druk, sędzia, druk!), potem rewanż - szybki gol “Nędzy” Włodarczyka i przez 5 minut byliśmy w Chempions League. Skończyło się 2-3.

Spotkania pełne goryczy - męczarnie z białoruskim Hommel, później  piach z FK Moskwa, mecz-rozpacz z Vetrą(gdzie prawie odzyskaliśmy nasze ziemie), który przyniósł wiele złego, a jego dojmująco smutne reperkusje skończyły się dopiero z otwarciem nowego obiektu. Cholernie wkurzające porażki z będącymi przecież w zasięgu FC Zurich i Austrią Wiedeń…

I wreszcie sezon 2011/2012. 25 sierpnia - piękny, sierpniowy, ciepły czwartek. Wyprawa do piekła, gdzie - zdaniem wielu fachowców - mocarz miał roznieść w pył i proch legionistów, którzy oblali próbę generalną meczem ze Śląskiem, a bez Radovicia, Manu  i Komorowskiego nie dysponowali prawie żadną siłą ognia w ofensywie. Po wtorkowej beznadziei Wisły,mając w perspektywie pewne odpadnięcie Śląska i baty w Moskwie, wieszczący zmierzch Skorży rozwijali już żałobne barwy.

Widząc debiutanta w bramce Legii(który ma szansę stać się godnym następcą Janka Muchy) i pierwsze 30 minut można było przyjąć powyższy scenariusz. Ale nie - nie po tym, co legioniści zaprezentowali w pierwszym meczu. Nie po 11 porażkach w ubiegłym sezonie. Nie - mając w składzie Ljuboję, mądrego Żewłaka w obronie (nasz nowy “Zielek”) i Kubę Wawrzyniaka, który ostatnio bezsprzecznie udowadnia, że Boenisch powinien zapomnieć o lewej obronie na Euro.

Mieliśmy Rybusa. Chłopaka, który był klasą sam dla siebie. Szarpał, czasem sprzedał kuksańca, powalał przeciwników, nie było dla niego straconych piłek. Gol - na miarę gonionej Europy. Dla mnie 10/10. Był też wciąż lekko nieokrzesany i zdradzający czasem brak cwaniactwa i doświadczenia Kucharczyk, który jednak zrobił to, za co jest rozliczany - walnął na 2-1. I nareszcie coś zatrybiło. Wreszcie wciąż niedoceniany, ale odwalający czarną robotę Gol - debiutancka bramka dla Legii może okazać się dla niego najważniejsza w karierze, choć życzę mu jeszcze wielu trafień.

Popatrzcie na skład Legii z Moskwy. 7 Polaków od początku - właściwe proporcje. Bo zdają sobie sprawę, jak kibice żyją każdym meczem. Jak każda porażka nie tylko psuje dni do następnego meczu, ale czasem podważa sens jakiegokolwiek angażowania się w polską piłkę. Powtarzałem w tych wpisach kilka razy, że gdyby nie drużyna z Łazienkowskiej, której kibicuję od polowy lat. 90-tych nasza “ekstraklasa” kompletnie by mnie nie obchodziła i byłaby dla mnie egzotyką porównywalną z pływaniem synchronicznym.

Legia drugą połowę zagrała mądrzej. Fakt, Spartak miał 2-3 “setki” - ale szczęście też było po naszej stronie. Coraz rzadziej dostrzegam, tak wkur… , panikę w naszym polu karnym, gdy naciera na nią przeciwnik. Jasne, lepiej posłać piłkę na orbitę, niż próbować bezmyślnie się kiwać i dostawać w plecy.

Legia miała też swoje szanse na wcześniejszy gol na 3-2 - to sytuacja Ljuboji czy kąśliwa petarda Kucharczyka. Na swoim dobrym poziomie zagrał Vrdoljak, a stosowany wcześniej przez Skorżę manewr z przesuwaniem go w trakcie meczu na środek obrony także i wczoraj się sprawdził.

A Ruskie nie odrobiły dobrze pracy domowej. Bramka Gola padła z asysty Wawrzyniaka, który podobne - nawiasem mówiąc świetne, precyzyjne piły posyłał w meczu z Górnikiem.Zresztą szkoda słów dla kraju, który pozwala na wywieszenie haniebnego (w świetle niedawnej katastrofy) transparentu przez tłuszczę Spartaka: “Nasz kraj to wasz grób”, a zatrzymuje w bratniej Białorusi na granicy 150 kibiców pod pretekstem… flagi, przypominającej o Smoleńsku. Tylko władza totalitarna boi się nieprawomyślnych haseł…

Moskwa zdobyta. Nie fartem i cudem, ale konsekwencją, niepodłamywaniem się, wiarą do końca. Siłą mądrości.

* Skomentuj ten wpis

Obrazek z wakacji, czyli Legia o jakiej marzyłem

Każdy kibic futbolu miał w życiu chociaż jedną taką sytuację - okoliczności zewnętrzne nie  pozwalają ci obejrzeć meczu swojej drużyny. Wyjazd, brak telewizora (rzadkie, ale bywa - a jeśli już to -”nie ma tego, kur…, kanału), brak należytego rozeznania terenu. Brak pewności nakłada się na przyszły żal (nie obejrzę tego, a tak chciałem…)

Władysławowo - znana wypoczynkowa miejscowość na polskim Wybrzeżu. Wszystkich zainteresowanych uspokajająco uprzedzam - spokojnie. Nawet jeśli biwakujesz na polu namiotowym, w centrum znalazłem trzy lokale z dużą plazmą, gdzie w dwa sierpniowe dni - zbierała się kibicowska brać.

Wybór pada na największy i zarazem najwygodniejszy -  bar “Krewetka”. Piwo za 6, a talerzyk frytek za 5 - ale…

Zanim przejdę do meritum, słówko o poprzedzającym mecz Legii ze Spartakiem, spotkaniu Wisły z APOEL -em. Sporo kibiców, ale raczej tych z rodzaju “reprezentacyjnych”. Radość wszystkich po bramce, jeden z obserwujących  okrzykiem “Jazda, jazda…”wyraża swoją radość, ale podchwyca  to tylko jeden fan wiślaków. Raczej lekkie pogaduchy, że “Cypryjczycy to nie takie ogórki”.

I wreszcie mecz Legii. Poznany poprzedniego dnia zagorzały fanatyk drużyny z Łazienkowskiej - biznesmen z Marek, ojciec czwórki dzieci, karneciarz - siedzi przy pierwszym stoliku, zajął miejsce i sącząc piwo, pyta mnie o wynik i zastanawia się, czemu jeszcze tak mało kibiców. Dochodzi 18- ta…

I …”ujrzałem mą Legię ogromną…”. Do bólu zdeterminowaną, z szybkim jak wiatr Manu, który przestał być jeźdźcem bez głowy, ale wracał do defensywy, walczył w tłoku. Z Rado, rozgrywającym swój najlepszy mecz w barwach Wojskowych, genialnym Ljuboją. Patrzysz na grę “punka” i widzisz w nim boiskową inteligencję, świetne czytanie gry, ustawianie się.Na jego liczne pretensje do arbitra, jeden z tyłu krzyczy: “Stary! Daj se spokój, nie widzisz, że Anglik sędziuje?”. ” Ale Manu to jest wiatrak”, “Komorowski ( tu wpisz dowolnego piłkarza Legii na placu)  się wyrobił” - to tylko niektóre z optymistycznych komentarzy publiki.

4 minuta, dobitka Miro i …szał radości! Ruskie nie istnieją, po barze kilka okrzyków antysowieckich :) A Legia ciągle naciera, gra przebojowo, co chwila groźnie. Szaleństwo… Mówię do kompana: ” Z taką grą to mamy mistrza!”, ale za chwilę zstępuję z tych obłoków euforii. “Boże, żeby oni nie zaczęli umierać w 60 min., “. Ale na razie jest ekstra, ponad stan. Liga Europejska zaczyna nabierać realnych kształtów…

Druga połowa… i wracają stare demony. Ale nic to - “czuję w kościach, że wyciągną na 2-1″ - życzeniowo rzecze sąsiad. I wreszcie staje się… błysk talentu Serbów i po barze niesie się :”Miro Radović”. Zanim jednak trzykrotnie uczciliśmy strzelca, już nagły wypad Moskwy. I “O Jezuu…’. Miałem przez ułamki sekund wrażenie, że może jednak spalony. Ale nie, 2-2.

Dłuższa chwila ciszy, ale nie ma mowy o zwątpieniu. Cała knajpka drży, kumpel wsłuchuje się w śpiew Żylety i zapiewa na cały głos. Wszyscy podchwytują. Coś niesamowitego. Brawa dla każdego schodzącego legionisty - brawa po pierwszej i drugiej połówce.W końcówce meczu chłopaki intonują nawet: “Legia albo śmierć!”. Widzę zdziwiony wzrok obsługi.

Będzie dobrze, w Moskwie coś strzelą. “Ale kim? Bez Rado będzie ciężko” - te i inne komentarze ucina gwizdek. Koniec

Bar się wyludnia. Zostaję na mecz Śląska - puściutko, kilku maruderów przy kuflach. Rapid szaleje i każe trochę realnie spojrzeć na szanse naszych drużyn w Europie - choć dla niektórych Bukareszt i Moskwa jeszcze w niej nie leżą.

***

Dobry, żywy mecz - jak lubią mawiać komentatorzy. Są spotkania, które budują drużyny, po których rodzi się mit. Lubiłem patrzeć na grę Francuzów w 98, gdy z meczu na mecz wykuwała się ekipa, która doszła do finału i go wygrała. Wiem, że miernikiem jakości i stylu gry  Legii- zadziornego, nieustępliwego, wybieganego, ofensywnego - jest drużyna z lat 90-tych, ta z Ligi Mistrzów.

Ciekawe, na ile ten mecz “zbuduje” drużynę Skorży. Nie mówię, że nie potrzeba wzmocnień, że mamy monolit i machinę, która jest w stanie powalczyć z każdym.

Jednak pierwsze 45 minut było jak sen, spełnione marzenie, z którego nawet nieoczekiwana wpadka ze Śląskiem mnie jeszcze nie obudziła.

Legia - Spartak - do tego meczu będę jeszcze długo wracał.

Można? Można.

* Skomentuj ten wpis

Pierluigi w Połtawie, czyli z zazdrością wobec sąsiadów

Wczorajszy mecz o Superpuchar Ukrainy pomiędzy Szachtarem a Dynamem Kijów po raz kolejny uświadomił, jak daleko nam do cywilizowanych standardów piłkarskich. O tym, że ukraińska Premier Liga bije naszą Ekstraklasę o głowę, wiadomo od dawna. Miliony euro na transfery w każdym okienku, które przelewają potężni oligarchowie, brak absurdalnych władz federacji, normalność…

Superpuchar - 5 lipca, stadion Worlskiej, niezła pogoda, cały stadion fanów z Doniecka i Kijowa, sektory neutralne dla miejscowych, których sympatie rozkładają się na dwie ekipy - nie ma problemu. Goście w czarno-pomarańczowych szalach siedzą obok fanów “stołecznych”.

Już wiadomo, że na wiosnę zagrają tylko 11 kolejek - to dla lepszego przygotowania do Euro. Supervisorem sędziów został najpopularniejszy i najlepszy gość, biegający po boiskach z gwizdkiem w ostatnich latach - łysielec Colina, obecny także na spotkaniu inaugurującym rozgrywki.

I sam mecz. Składy:

Szachtar: Piatow – Szewczuk, Kuczer, Rakicki, Srna – Hubschman, Mhitarjan (64. Alex Teixeira), Fernandinho*, Douglas Costa, Willian – Luiz Adriano (71. Sełezniow)

Dynamo: Szowkowski – Danilo Silva, Diakhate*, Yussuf, Popow – Vukojević, Gusiew* (90. Harmasz), Lukman (65. El-Kaddouri), Eremenko – Jarmolenko (90. Alijew), Miłewski*

(Wyróżnieni -  najlepsi gracze, gwiazdki - zdobywcy goli)

Już od początku oglądacza polskiego piachu uderza szybkie tempo. Nie ma naszego “badania rywala”, “czekania na ruch przeciwnika”, czy typowego darkowego “nerwowego początku” . Szachtar próbuje atakować skrzydłami, w ofensywie próbują coś stworzyć Brazylijczycy: Fernandinho, Luis Adriano i Douglas Costa. Ale już pierwsze groźne wyjście kijowian to faul na Jarmolence i karny, zamieniony na gola przez Oleha Gusiewa. Chwilę później, rożny dla Szachtara, wykonywany przez najlepszego w szeregach “Górników” Darijo Srnę i kąśliwy strzał Fernandinho przełamuje ręce Szowkowskiego, który powinien poradzić sobie z tym strzałem. 1-1

W Dynamie bardzo widoczny debiutant, Lukman Haruna, ofensywny pomocnik z Nigerii, wart 2, 4 mln euro (wcześniej Monaco - 36 meczów/3 gole). Dużo strzałów z dystansu, trochę taki ichni Abdu Razack Traore.

Jednak Szachtar nie poszedł za ciosem, świetnie w obronie czyścił reprezentant Senegalu Pape Diakhate, który zaistniał także w ofensywie - po rzucie wolnym wyskoczył najwyżej i mimo dwóch “przeszkadzaczy” ładną główką ponownie wyprowadził Dynamo na prowadzenie. Kupiony w 2007 - wypożyczany do Saint-Etienne, a ostatnio  do Lyonu.

Całe spotkanie zakończyło się wynikiem 3-1 dla Kijowa, ostatnią bramkę . Aktywny Jarmolenko do Milewskiego,  ten wyszedł sam na sam z Piatowem i przypieczętował zwycięstwo Dynama, które po raz 5. w historii mogło cieszyć się ze zdobycia Superpucharu.

O sile Dynama niech świadczy fakt, iż Szewczenko przesiedział całe spotkanie na ławie.

A Szachtar dalej się zbroi. Za 6 (niektórzy podają 7,5) mln euro sprowadzili 22-letniego Dentinho. Do licznej koloni “canarinhos” dołącza napastnik, który dla Corinthians ( w latach 2007-11) strzelił 52 gole. Zdążył strzelić swego premierowego gola dla reprezentacji U-20, w której zagrał 6 spotkań.

Ukraina - przez wielu postrzegana jako ten “gorszy “współgospodarz przyszłorocznej imprezy, z ubogą bazą hotelową, archaicznymi drogami i postkomunistycznym myśleniem - piłkarsko coraz bardziej nam ucieka.

***

P.s.  Z beznadziei  1. meczu Jagi w pre-eliminacjach jeden wniosek dla szperaczy - bierzcie ich środkowego obrońcę,  Mamoutou Coulibalego -Malijczyk  czyścił wszystko, był nie do przejścia, a przy golu maturzysty Frankowskiego - nie zawinił. 27 lat / 1,83 wzrostu, debiut - w Auxerre u Guy Roux’a. Cena - 350 tyś. euro. Promocja

P. s.  Przepowiedziałem :) Coulibaly wyrównał straty i Jaga poza pucharami. Dlaczego mnie to coraz mniej dziwi?

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


styczeń 2012
P W Ś C P S N
« grudnia    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031