Transferowa reakcja łańcuchowa

Zamknięte kilka godzin temu okienko transferowe w najważniejszych ligach europejskich skłania do kilu refleksji. Zastanawiałem się nad zmianą tytułu niniejszego wpisu na: transferowy łańcuch pokarmowy. Zaczęła się szkoła - to pewnie pamiętacie z biologii, że polega on w skrócie na tym, że większy zjada mniejszego i tak zachowana jest równowaga w przyrodzie. Prześledżmy więc jeden ze specyficznych łańcuchów pilkarskiej migracji z/do klubów.

Zaczęło się już przed mundialem. Oto Barcelona kupuje Davida Villę i już słychać było głosy, jak Guardiola znajdzie w podstawowej jedenastce miejsce dla byłego gracza Valencii i Zlatana Ibrahimovicia. Do tego dochodzi jakiś konflikt Ibry z Pepem, w następstwie czego  Szwed zostaje wypożyczony do Milanu, ale na Camp Nou już raczej nie ma po co wracać. Dlaczego Barca lekką ręką pozbywa się mimo wszystko napastnika komlpetnego, gwarantującemu zespołowi, w którym gra te 15-20 goli w sezonie? Czy przeważa finansowy bilans i zwyczajny “brak kasy” na utrzymywanie takiego rezerwowego? Czy przeważył głos trenera? A może, Ibra nie pasował charakterologicznie do klubu z Katalonii? Jaki by nie był powód rozstania się ze Szwedem dostał zdecydowanie za malo czasu na pokazanie pełni swych (nieprzeciętnych zresztą) umiejętności.

Ibra przychodzi do Milanu ze statusem gracza kluczowego,  z San Siro zwijać się więc musi Klaas-Jan Huntelaar, którego z otwartymi ramionami przyjmuje najbardziej “hiszpański” klub Bundesligi - Schalke, gdzie “Hunter” spotka się z niedawnymi kolegami z Madrytu - Metzelderem i Raulem.

Odejście chodzącej ikony klubu z Santiago Bernabeu to dla mnie wydarzenie nieporównywalne z odejściem Lotthara  Mattheusa z Bayernu czy choćby końcem kariery Maldiniego w Milanie. To trochę zmienia romantyczne pojmowanie przywiązania do barw klubowych i szacunku klubu wobec zawodnika, któremu zawdzięcza wszystkie swoje współczesne sukcesy. A kiedyś na “Królewskich” mówiono “Raul Madryt”. Ech…

Z Milanu odchodzi na wypożyczenie do Romy Marco Boriello, a przychodzi też Robinho. Oby tylko  niszczącego wpływu na jego formę sportową nie miał Ronaldinho. Ale warto będzie oglądać Milan w tym sezonie choćby dla tercetu: Zlatan - Robinho - Ronaldinho. Gdzie w tym wszystkim Pato?

I na koniec moja subiektywna lista 10 najciekawszych, najlepszych i rozsądnych transferów.

1. Javier Mascherano (Liverpool - Barcelona) - solidny gość, pierwszy plac w reprezentacji, a i z Messim szybko złapią kontakt i porozumienie ( o ile już go nie mają)

2. David Villa (Valencia - Barca) - już w pierwszym ligowym spotkaniu potwierdził, że jak ulał pasuje do jej stylu gry

3. Mesut Ozil (Werder - Real) - spore ryzyko, z ciekawością będę mu się przyglądał. Ma jednak najlepszego trenera - motywatora i psychologa. Mourinho maczał palce w kolejnym transferze:

4.  Ricardo Carvalho (Chelsea - Real) - musi mieć podstawowe miejsce w składzie  obrony “Królewskich”.

5. William Gallas (Arsenal- Tottenham) - duet z  Ledleyem  Kingiem (choć wiecznie kontuzjowanym) to dobry ruch

6. Asamoah Gyan (Rennes - Sunderland) - kwestią czasu było, kiedy opuści Francję. Rekord transferowy Sunderlandu - 13 mln funtów

7.  Raul Meireles (Porto- Liverpool) - kolejna reakcja łańcuchowa (patrz 1.)

8.  Stipe Pletikosa (Spartak - Tottenham) - szykują się “chorwackie wieczerze” w Londynie. Do stołu z rakiją zasiądzie  nie raz z  Luką Modriciem, Vedranem Corluką i Niko Krancjarem

9. Diego (Juve - Wolfsburg) - nie sprostał oczekiwaniom w Serie A, ale powrót do Niemiec przypomni nam dawnego wirtuoza z Werderu (już dziubnął bramkę)

I na koniec transfer, który pokazuje jak solidną pracą, niezłym wybieganiem i konsekwencją w budowaniu własnej marki można dojść na futbolowe wyżyny.

10. Marius Stankievicius (Sampdoria - Valencia) - wobec odejścia Marcheny i Alexisa reprezentant Litwy powinien mieć troszkę łatwiej w walce o miejsce w obronie. I tak maleńka Litwa ma w czolowym klubie Europy “swojego”, a my z lekkim przymrużeniem oka traktujemy Glika w Palermo.

Czekam na wygranie rywalizacji Muchy z Timem Howardem (to trochę potrwa) i Boruca z Frey’em.

* Skomentuj ten wpis

Włoskie ABC

Wczorajszy towarzyski  mecz Włochy- Wybrzeże Kości Słoniowej, rozgrywany na stadionie West Hamu mógł sie podobać. Nowy trener Italii, Cesare Prandelli w swoim debiucie postawił na piłkarzy, którzy podczas ostatniego mundialu odgrywali małą rolę albo w ogóle się tam nie pojawili.

Włosi rozpoczęli w następującym składzie: : Sirigu (Palermo) -  Motta (Juventus), Bonucci (nowy nabytek Juventusu, który za ponad 15 mln euro przyszedł z Bari), Chiellini (Juventus), Molinaro (Stuttgart) - De Rossi (Roma); Pepe (Juventus), Palombo (Sampdoria) -  Cassano (Sampdoria), Balotelli (Inter Milan); Amauri (Juventus).

I tak szansę debiutu otrzymali: Balotelli, który na początku meczu dwa razy ładnie uderzał z dystansu, brał się za wszystkie rzuty wolne i w ogóle nie przypominał rozkapryszonego i naburmuszonego dzieciaka z Interu  oraz Amauri, który niestety udowodnił, że od dłuższego czasu jest pod formą i mimo jednej “setki” nie widzieliśmy go na boisku.

Co innego, Cassano. też niepokorny typ; poprzez konflikt z poprzednim selekcjonerem Lippim nie był nawet brany pod uwagę w kadrze do RPA.  Był zdecydowanie najlepszy wśród Włochów. Szarpał, wygrywał pojedynki z obrońcami “Słoni”, co i rusz posyłał petardy na bramkę WKS-u. Będzie miał pewny plac u Prandellego. W nienajmocniejszej przecież Sampdorii, przez ostatnie 3 sezony zdobył 31 goli ( co prawda w 88 meczach, ale nie zapominajmy, że bilans Cassano byłby lepszy gdyby nie czerwone kartki i kontuzje.

Patrząc na skład Italii nie należy jednak szukać jakichkolwiek analogii do czystki w reprezentacji Francji i checi budowania czegoś nowego na Półwyspie Apenińskim. Nowy coach Squadra Azurra zapowiedział, że Buffon, Pirlo, Monolivo (wszedł na ostatnie 10 minut), Gilardino i Pazzini będą brani pod uwagę w zbliżających się pierwszych meczach eliminacji Euro 2012 z Estonią i Wyspami Owczymi.

Rozgrywającym Włoch był De Rosii i nieżle wywiązywał się z tej roli. Zastanawiam się, czy możliwe jest granie - w systemie 1-4-2- 3-1 -  jako nominalnie defensywnych pomocników De Rossiego i Andrei Pirlo, gdzie ten ostatni byłby playmakerem, usposobionym ofensywnie. Czy ich pozycja w klubach nie jest jednakowa?

Rozczarowali Pepe i Palombo.  Wspomniane w tytule pierwsze litery alfabetu to symbol ofensywnego tercetu Italii, gdzie

A (Amauri)

B (Balotelli) C (Cassano)

mieli tworzyć ruchomy trójkąt z wysuniętym napastnikiem Juve i zmieniającymi sie Balotellim i Cassano. Pomysł wart powtórzenia. Gwoli dopowiedzenia, popatrzmy na zmiany :

Borriello (AC Milan) za  Balotelli (59)

Quagliarella (Napoli) za Amauriego (59)

Cassani (Palermo) za  Mottę (70);

Rossi (Villarreal) za  Cassano 70;

Marchisio (Juventus) za Pepe 74;

Montolivo (Fiorentina) za  Palombo 81

Na tym eksperymentalnym włoskim tle, bardzo korzystnie wypadła drużyna Wybrzeża. Świetną partię rozgrywał Salomon Kalou, który zmieniając się z Gervinho na skrzydłach siał wiele zamętu w obronie Włochów. Gdyby nie silna pozycja Maloudy w Chelsea, poważnie bym się zastanawiał nad przekwalifikowniem Kalou na lewoskrzydłowego. Niestety, jest przecież jeszcze Żirkow, poza tym Ancelotti widzi w nim raczej pierwszego wchodzącego z ławki za napastników “The Blues”.

Spore wrażenie wywarł pomocnik Twente, Cheik Tiote. Taka lepsza wersja Artura Boki, który zachwycił mnie podczas PNA 2006. Ustawiałbym go właśnie na lewej obronie.

WKS zagrał w składzie: : Yeboah (ASEC Mimosas) -  Demel (Hamburg),  K Toure (Man City), Zokora (Sevilla), Siaka ((Valenciennes) -  Yaya Toure (Man City) -  Eboue (Arsenal), Chieck (FC Twente) - Gervinho (Lille), Doumbia (CSKA), Kalou (Chelsea).

WKS  -grał szybką, fajną pilkę. Krótkimi podaniami, zagraniami na jeden kontakt, momentami przewyższali Włochów spokojem i płynnością gry. Włosi, jak to Włosi - grali zrywami, może jedynie na początku faktycznie siedli na rywalach.

Jedyna bramka meczu padła w 54 minucie. Po dośrodkowaniu z prawej strony Demela, bramkarza Wloch ładnym uderzeniem głową pokonał Kolo Toure.Miał MU braci Nevillów w obronie, ciekawe jak zaprezentują się bracia Toure w City.  Bramkę możecie zobaczyć tutaj:

http://www.youtube.com/watch?v=UD0BLfu0s4o.

P. s. Dziś mecz naszych z Kamerunem. “Nieposkromione Lwy” zmierzą się z “Bafana Bafana”, bo patrząc na skład Polaków można nazwać biało-czerwonych mianem “Chłopcy, chłopcy”.

P. s. (2) W cieniu szaleństw City, warto zwrócić uwagę na ruchy transferowe… Genui. Przybyli tam: Rafinha ( z Schalke), Luca Toni, Miguel Veloso i  Emiliano Insua.

* Skomentuj ten wpis

Nadlatują Sroki

Krótka gazetowa notka o transferze solidnego, choć powoli kończącego karierę Solla Campbella do Newcastle United przypomniała mi o powrocie Newcastle United do Premiership. 30 zwycięstw w poprzednim sezonie w Championship dobitnie pokazało, że właściwym  miejscem popularnych “Srok” była i będzie najwyższa klasa rozgrywkowa.

Gdy przeciętnemu kibicowi zadasz pytanie o ten klub, najczęstszą odpowiedzią będzie żywa legenda klubu z St. James Park - Alan Shearer. Przez 10 lat (1996-2006)  w 404 meczach zdobył 206 goli. Król strzelców z 5 trafieniami podczas Euro ‘96. Należacy do elitarnego klubu 100 najlepszych żyjących piłkarzy. Napastnik kompletny, jeden z idoli dzieciństwa niejednego z nas. I choć “Big Al”prowadząc je w 2009, nie uratował “Srok” przed spadkiem(tylko 1 triumf przy 2 remisach i 5 porażkach) nie umniejszyło to  uwielbienia dla jego piłkarskiego geniuszu.

Gdy wracamy do  przeszłości, warto  wspomnieć innych znanych graczy Newcastle. Koszulki w czarno-białe pasy przywdziewali: Celestine Babayaro, Jean Alain Boumsong, Titus Bramble, Nicky Butt, Claudio Cacapa, Stephen Carr, Damien Duff. Kieron Dyer, Belozoglu Emre, Shay Given (jaka szkoda, że facet nie urodził się w Anglii - reprezentacja miałaby spokój na lata); Albert Luque, Obafemi Martins, James Milner, Craig Moore, Charles N’Zogbia, Oguchi Onyewu, Michael Owen, Scott Parker, Giuseppe Rossi, David Rozehnal, Antoine Sibierski, Nolberto Solano, James Troisi, Mark Viduka.

Obecna kadra 4-krotnego mistrza Angli wygląda następująco

Bramkarze

Steve Harper, Fraser Forster, Tim Krul, Ole Soderberg
Obrońcy:
Fabricio Coloccini, Jose Enrique, Sol Campbell, Mike Williamson, Danny Simpson, James Perch
Ryan Taylor, Steven Taylor, Tamas Kadar, Ben Tozer, Stephen Folan, Jeff Henderson, James Tavernier
Pomocnicy:
Kevin Nolan, Joey Barton, Danny Guthrie, Wayne Routledge, Dan Gosling, Alan Smith (kiedyś MU, eks-napastnik)
Jonas Gutierrez, Kazenga LuaLua, Haris Vuckic, Samuel Adjei, Shane Ferguson, Bradden Inman
Napastnicy:
Andrew Carroll, Peter Lovenkrands, Xisco, Leon Best, Shola Ameobi, Nile Ranger, Ryan Donaldson, Phil Airey, Fabio Zamblera

“Sroki” rozegrały już mecze sparingowe. Dziś zagrają z PSV, czekają ich jeszcze potyczki z Deportivo i Rangersami.  Dotychczas:

17.07: Carlisle United 0-3 NUFC (Best 47, Ranger 64, Vuckic 74)
24.07: Norwich 2-1 NUFC (Ameobi 47)

Właściciel Newcastle, Mike Ashley nie jest typowym, “garniturowym” prezesem, ktory z loży VIP obserwuje poczynania swoich podopiecznych. Facet przychodzi na mecze w dżinach i koszulce klubu, zasłynął też (co uchwyciły kamery) wypiciem kufla piwa jednym haustem. Krótko mowiąc - swój chłop.

Obecnym trenerem (od 2009) jest Chris Hughton. Jego bilans to 39 poprowadzonych spotkań, w których odniósł   23 zwycięstwa,   6 remisów i  10 porażek.

Nowy sezon, po powrocie do Premiership Newcastle zaczyna z przytupem - 16 sierpnia zmierzą się na wyjeżdzie z MAnchesterem United, 22.08 podejmują u siebie Aston Villę.  I choć “Sroki”  nie powalczą pewnie o europejskie puchary, powinni spokojnie utrzymać się w ekstraklasie. Będę trzymał za nich kciuki.

P. s. Polecam stronę www.nufc.pl - polski serwis fanów Newcastle, którzy w dniach 12-15. sierpnia w Słupii spotkają się na VIII Zlocie Fanów “Srok”.

* Skomentuj ten wpis

Sezon ogórkowy

Niedawna potyczka  chorzowskiego Ruchu z  egzotycznym Szachtiorem Karaganda (przypominającym z nazwy baśniową krainę z “Opowieści 1000 i 1 nocy”) skłoniła mnie do refleksji na temat pierwszych, lipcowych starć polskich drużyn w przedbiegach od eliminacji europejskich pucharów.

Rywale - nie znasz żadnego z przeciwników, ich miejsce na mapie trudno zlokalizować. W starciu  z nimi umiejętności techniczne i głębsza myśl jest zbyteczna, trzeba siły i końskiego zdrowia. Jeśli masz szczęście, polska telewizja pokaże nawet mecz na wyjeżdzie, gdzie lokalny realizator przekona cię, że zdobycze techniki i profesjonalizm nie wszędzie są normą. Oczom twym ukazuje się często odrapany, postsowiecki stadion-moloch z klepiskiem zamiast murawy.

Ale grać trzeba. Dzięki temu poznajesz bliski i daleki Wschód. Obrzeża Mordoru. Ach ci nasi rywale - wyśmiewani już z chwilą wylosowania. Ogórki i kelnerzy, których pyknie się 3,4-0. Nie zawsze jednak było tak różowo…

Kto pamięta Cementarnicę, która swoim piłkarskim betonem zalała nadzieje GKS-u Katowice na awans do dalszej rundy. Rywale Legii - Vardar Skopje, Glenavon Lurgan (sprzedawcy dywanów i sklepikarze), Olimpi Rustawi, białoruska nędza z FC Hommel, czy odbijająca nam się do dziś Vetra…

Ulubiona poza Krakowem Valerenga, która utarła nosa wiślakom za Kasperczaka, niedawna Levadia. Terek Grozny, tak grożny, że Reiss nie wykorzystał karnego na wyjeżdzie, wtopa Cracovii, która dostała baty od Szachtiora Soligorsk.

Zawsze mnie zastanawiało, jak przeciwnicy oceniają szanse swoich ekip w rywalizacji z polskimi drużynami. W Polsce zawsze się pisze o łaskawej fortunie, trochę narzeka na męczącą podróż, wspomni w kilku zdaniach o sukcesach na lokalnym podwórku. A u nich? Chyba tylko naiwny może łudzić się, że sportowe nagłowki tamtejszych gazet krzyczą tytułami w stylu: Wylosowaliśmy Lecha!!! O Boże, co to będzie?! Postrzegają Polaków jako przeszkodę, pewien etap w wakacyjnej podróży po Europie.

Piłkarze San Marino przed 0-10  chwalili sobie swój status. Może jesteśmy słabi piłkarsko, ale zwiedzamy Europę, poznajemy fajne miejsca. I tak , ci którzy do popołudnia stoją za ladą, pracują na poczcie, czy uczą wuefu, mają raz na jakiś czas możliwość starcia z - teoretycznie tylko - lepszymi.

Może nie pamiętacie, ale był kiedyś łódzki klub  Turyści *. Po niedawnej klęsce młodzieżówki z Luksemburgiem, oby naszej piłce nie przypadła rola turystów. Chłopców do bicia, o niewymawialnych nazwiskach dla obcokrajowców. Rola ogórków, które się zjada.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Klub_Turystów_Łódź

* Skomentuj ten wpis

Przekonywanie do mundialu

11 czerwca niemal wszystko było gotowe. Piękne stadiony, przewidywania fachowców,prężenie muskułów piłkarzy, którzy przyjechali tylko po złoto. Gdy za Engela nasi jechali na mundial w popularnym tygodniku telewizyjnym niejaki Olisadebe wielkimi literami oświadczał:”Jedziemy po mistrzostwo.” Jakże nierealnie brzmiały te słowa, choć okazało się, że niektórzy już kalkulowali na kogo trafimy po wyjściu z grupy. No i pojechali…po nas.

Odliczanie dni,wcześniej przeczytany i przeglądany po wielokroć “Skarb Kibica”, pierwsza połowa meczu otwarcia - świetny początek Meksyku, zachwycający momentami Giovani dos Santos, który był niemal wszędzie…Potem…nuda, która ciągnęła się kilka dni. Rozczarowujący faworyci…Pamiętam, jak Kowal powiedział kiedyś, że gdy na reprezentację przyjeżdzał bez formy, to narodowy hymn  dawał mu siły na te 90 minut, niejako napędzał do walki, oddania wszystkiego, co miał dla kraju. Może uderzam w górnolotne tony…Ale dostrzegłem łzę kapitana Francuzów, wszyscy widzieliśmy,gdy piłkarz Korei Północnej po prostu się rozpłakał. To wciąż każe mi wierzyć, że Mistrzostwa Świata mają sens,że dla Bekhama(siedzącego na ławce), który widzi jakąś bezradnośc Anglików to najgorszy ból i męka.

Kiedyś mundial zaczynał się wtedy, gdy grała Italia. Ale mecze Włochów też  na razie nie rzucają na kolana. Pomyślcie przez chwilę o napadzie Totti-Toni lub Del Piero-Toni - czy któryś z tych duetów nie wcisnąłby choć jednego gola Nowej Zelandii? Śmialiśmy się ostatnio, że niektórzy z Nowozelandczyków występowali jako statyści w “Dwóch Wieżach”…

Pierwszy mecz, poza wspomnianym fragmentem spotkania otwarcia, który naprawdę fajnie “nastroił” moje postrzeganie mundialu to Brazylia - WKS. Pierwsza bramka dla Canarinhos była poezją, czymś, po czym poznajesz póżniejszego mistrza, może finalistę…Obstawiałem w poprzednim wpisie, że to Fabiano z Higuainem (także Villą) powalczą o koronę strzelców. Nie odbiegłem daleko od prawdy. Strzelnica Portugalii też była fajną lekcją poglądową, jak można napocząć defensywnie nastawionego rywala.

Zaskakuje Ameryka Południowa, trochę rozczarowują przedstawiciele Czarnego Lądu. Pełni formy nie pokazali Oranje. Nie widzę Hiszpanów w finale. Nawet wygrana z Hondurasem obnażyła wadę La Roja - chcą zbyt pięknie wygrywać, koronkowe zagrania jedne piękniejsze od drugiego, a strzały obok. Barcelona w rewanżu z Interem grała podobnie - klepali piłkę, przerzucali ją ze skrzydła na skrzydło, sto krótkich podań z pierwszej, a Inter spokojnie czekał i mądrze się ustawiał, pozwalał na hasanie Barcy, z którego kompletnie nic nie wynikało.

Kończę, lecę na mecz.

Po meczu Słowacja - Włochy: kolejny piekny, jakże dramatyczny mecz! Smakował jak niemalże ćwierćfinał. Mucha fruwał, raz nawet wpadł i długo siedział w siatce (przy 1-2). Mały kraj pisze swoją wielkąfutbolową historię. Mimo mojej (wiecznej) sympatii dla Azurro w 2 meczach, jakie widzałem nie pokazali tego, czym zachwycali 4 lata temu. Italia jest jak Milan - zaczyna grać i budzić się do życia gdy ma nóż na gardle, przegrywa i nie ma nic do stracenia. Lippi wystawiając żółtodzioba w bramce i 2 środkowych obrońców, którzy zawalili Juve miniony sezon stracił sporo. Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść.

Dobrze, że Howard nie dał Jankowi drugiej żółtej za grę na czas.

Grajcie pięknie!

* Skomentuj ten wpis

Mundialito czyli we don’t need another hero(es)

I. Ale nam wleją!

Lubię mecze, które leją kubeł zimnej wody na rozentuzjazmowanych pseudofachowców, hurraoptymistów, próbujących z kilku sparingów naiwnie sklecić “trzon” kadry - nadziei na Euro 2012. Powiedzmy sobie szczerze, wspomniana impreza jest i będzie dla nas wartością. Ale tylko z punktu widzenia pewnego odczuwalnego (mniej lub bardziej) skoku cywilizacyjnego. Tylko tak to Euro pojmuję. Wielka radość, gdy Platini odczytywał: Pologne, Ukraine była związana z wizją nowych szerokopasmówek, stadionów, które przestaną odstraszać kurnikowatością, może w dalszej perspektywie napływem kibiców-turystów. Ani przez moment jednak nie wiązałem z Euro 2012 nadziei czysto piłkarskich. Chociaż zobaczyć tuzów w Warszawie czy Poznaniu… to byłoby coś…

A co do wczorajszej “hiszpańskiej karuzeli”… Ustawieniem  4-3-3 to na “La Roja” nie wyszłaby nawet Brazylia. A blok defensywny Wojtkowiak - Glik - Żewłakow - Dudka woła o pomstę do nieba. I niech nikt wam nie wmówi, że wczoraj brakowało tylko Jelenia i Ludo, bo braków było więcej. Z Mariusza Lewandowskiego, Boruca, Kosowskiego tak łatwo bym nie rezygnował. Jeśli już Jodłowiec - to od początku, Kuba Błaszczykowski - znów bez błysku, może powinien grać podwieszonego pod Lewandowskiego. Wystawienie chucherka z Bełchatowa z przodu to też jest śmiech na sali.

I żeby jeszcze bramki dla Hiszpanów padały po petardach nie do obrony, gdzie piłka wręcz rozrywa siatkę. Nie… Klepa, klepa, minięcie, luzik, krok do tyłu (gol Torresa), prostopadłe, dokładne podania… miód. Pilka to prosta gra. A my? Jeden strzał Peszki na notę dla Casillasa.

Długa droga, Franz, ale mądrzej trzeba szukać. Dla Glików, Sadloków i Sobiechów nigdy nie powinno być miejsca w reprezentacji.

A teraz o prawdziwym futbolu…

II. Niech grają swoje

Od zbliżających się MŚ nie oczekuję eksplozji nieodkrytego wcześniej talentu, narodzin nowej gwiazdy o którego po mundialu zabijać się będą wielcy z Europy. Nie musi narodzić się nowy Roger Milla, czy lepsza “wersja” Drogby (pierwowzór nie jedzie - a szkoda, trzymam kciuki za “Słonie”).

Niech Lampard, Malouda, Tevez pokażą dokładnie to samo, czym czarują nas co tydzień w Premiership. Oczywiście, zawsze jest ciśnienie, by mundial wykreował nowych herosów, by ci skazani na pożarcie z każdym meczem rośli w siłę i zaufanie do własnych możliwości. Fantastyczne było obserwowanie rodzącego się “team spirit” Trójkolorowych w ‘98, podziwiałem konsekwencję Włochów w 2006 i genialny ruch Lippiego, gdy w dogrywce z Niemcami wstawił dwóch napastników: Del Piero odwdzięczył się golem na 2-0, a gospodarze MŚ nie doczekali do karnych. Ale czy prócz egzotycznej  Korei Północnej ( po 3 łomotach może dostaną gdzieś azyl, bo do ojczyzny nie będą chcieli wrócić?) nie znamy tych piłkarzy? Gdy mecze na całym świecie masz na wyciągnięcie ręki, możemy jedynie czekać na osiągnięcie zenitu przez Rooneya, Robinho czy Davida Silvy (nasi mogą coś o tym ostatnim powiedzieć).

Gdybym - może trochę na siłę miał wytypować jednego piłkarza z każdej poważnej ekipy tegorocznego mundialu, który może potwierdzić / ugruntować swą formę ostatnich lat,byliby to

RPA - Steven Pienaar

Meksyk - Jonathan dos Santos / Carlos Vela

Urugwaj - Luis Suarez

Francja - niby wypaleni, ponad połowa Francuzów nie wierzy w wyjście z grupy, ale… chciałbym by szerzej przedstawił się światu Mathieu Valbuena z Marsyli (fajnie, że jedzie Djibril Cisse - jedyny “zadziora” w tej dość ugrzecznionej kadrze)

Argentyna - chciałbym by Higuain pokazał, że sprowadzanie kolejnych napastników do Realu mija się z celem…

Nigeria - po pierwsze, fajnie, że jedzie Nkwankwo Kanu (nic to, że będzie wchodził na końcówki), ostatni ze złotej generacji. Przyjaciel Kennetha Zeigbo. Niech się pokaże robiący dużo wiatru Kalu lub jego brat Ikechukwu Uche

Grecja - nie cierpię ich od 2004, ale niech namieszają trochę Argentyńczykom - klasą samą dla siebie będzie Karagounis. Powołanie Samarasa i Charisteasa to największe pomyłki, ale Otto ma sentyment do swoich herosów…

Anglia - jak nie teraz to kiedy? Bida w bramce, na miejscu Capello do Rooney’a dołączyłbym Benta. Skubaniec jest skuteczny

USA - “Yes, we can!” nawet wyjść z grupy. Fajnie w Fulham pokazał się Dempsey, może Altidore/

Algieria - tylko Karim Ziani z Wolfsburga

Słowenia - Valter Birsa

Niemcy - Kroos/ Ozil

Australia - tylko Tim Cahill. Szkoda, że nie chodzi już Mark Viduka, “Ryan Giggs” australijskiej piłki

Serbia - Milos Krasić

Ghana - rozczarowują ostatnio, Asamoah Gyan

Holandia - powinni zajść minimum do półfinałów, dla mnie bici faworyci. Chciałbym by były to mistrzostwa pomarańczowych. Niech rozkwitnie Huntelaar albo młodziak Eljero Elia

Dania - stary dobry wojak Jon Dahl Tomasson

Japonia - nasz stary znajomy, Shunsuke Nakamura

Kamerun - Eyong Enoh

Włochy- De Rossi/ Giuseppe Rossi (za dobry na Villareal)

Paragwaj - tylko Lucas Barrios

Słowacja - Janek Mucha!

Brazylia - Dunga mocno mi podpadł nie zabierając Ronaldinho i Pato, ale Luis Fabiano powinien walczyć z Villą o koronę

WKS - mam nadzieję, że Gervinho

Portugalia - wszyscy w cieniu Cristiano, ale może Danny z Zenita?

Hiszpania - David Silva / Juan Manuel Mata

Szwajcaria - Eren Derdiyok

Honduras - Wilson Palacios

Chile - Isla z Udinese

Mimo wszystko, będzie to po części mundial nieobecnych. Szkoda Beksa, Drogby, Ronaldinho, nawet troszeczkę szklanego Owena. Nie jestem pewny, czy Dunga nie zabije w canarinhos tego, co w ich piłce najpiękniejsze.

Ale to nie trenerzy biegają po boisku. Już wiele turniejów pokazało, że boss swoje, a piłkarze swoje…

Niech tylko TVP stanie na wysokości zadania, nie rozpoczyna transmisji w połowie hymnów, a Szpak nie myli się w nazwiskach futbolistów. Będzie pięknie…

* Skomentuj ten wpis

Symultana po polsku (cz.II)

I. Sens

Polska liga nie miałaby dla mnie żadnego znaczenia, gdyby nie grał w niej klub, któremu kibicuję. Za niego trzymam kciuki, cieszę się z tryumfów, smucę z niepowodzeń ( gdy byłem młodszy porażka była małym końcem świata, a ten ostatni tracił sens). Z sentymentem wspominam nie tak dawne przecież sukcesy, zżymam się na stan dzisiejszy. W każdym sympatyku/kibicu/maniaku/fanatyku jest coś, co ogólnie można nazwać “ślepą miłością”, może “zapatrzeniem” - nie dostrzegamy słabości, szukamy na siłę pozytywów. Zbyt dużą wartość przypisujemy dobrym wynikom, porażki zbywamy ironią na całą mizerię piłkarskiego stanu posiadania.

Obserwowanie ekstraklasy, śledzenie ligowych magazynów, sprawdzanie tabeli nie ma takiego słodko-gorzkiego smaku, gdy nie jesteś - jako kibic  - emocjonalnie związany z konkretnym zespołem.

II. Poza podium

Gdy Legia przegrywała mecz za meczem, nie potrafiła wcisnąć gola słabszym od siebie, w duchu pocieszałem się, że nawet grając na pół gwizdka, remisując u siebie 3. miejsce jest spokojnie w zasięgu i jakoś się uda. Otóż dziś się nie udało.

Może nie na 100%, ale powiedzmy na 60 byłem przekonany, że Ruch nie wygra w Kielcach. Kielczanie mają u siebie “napinkę” i nikomu nie jest tam łatwo. Nasz “ubogi” pucharowicz dostał tam dziś trójkę. Po 3 wtopach piłkarze powinni być na tyle zmobilizowani, by uratować resztkę tego sezonu.

Dzisiejsza Multiliga zaczęła się przecież wspaniale.Ładnie uderzył Iwański ( i to wokół niego - czy się to komuś podoba czy nie - budowałbym linię pomocy legionistów, musi mieć jednak obok siebie dobrego i harującego jak ongiś Vuko defensywnego pomocnika), Ruch grał w “10″, Korona wkrótce dziubnęła pierwszego gola. Wróciły demony… Kilka minut, gdy kamery C+ pokazywały mecz na Łazienkowskiej, widziałem ze 3 “patelnie”- Szałacha (który niepokojąco się nie rozwija, a zwija) i Mięciela. Powinno być 4,5 - 2 dla Legii…

Jeden punkt, no powiedzmy - dwa. Porażka dwa razy z Odrą, Bytomiem, remisy ze Śląskiem itd. - za dużo tego było. Gdyby (L) natłukła więcej punktów byłyby puchary. Ale może dzięki temu spokojnie przepracują wakacyjną przerwę… A rok temu było tak pięknie: 4-1 z Ruchem(2 gole Chynamskiego, Roger też ukuł)…

Klepnięty jest już Bruno Menzega - w Managerze 2008 gra w LM, strzela gole. Jak będzie w realu? Z polskiej ligi wziąłbym: Nowaka, Adriana Mierzejewskiego, któregoś z synków z Ruchu, ale jednak zagranica powinna być głównym kierunkiem poszukiwań.

III. Podsumowania

1.  Dla Niemców wartość korony króla strzelców dla Lewandowskiego jest taka sama jakdla nas “Złoty but” dla niejakiego Maicona z FC Hommel, który kopie teraz w Białymstoku

2. Paradoksalnie, Wisła może najdalej zajść  w pucharach (czy w pre-eliminacjach do eliminacji)

3. Spadkowicze nie budzą już takich emocji, co sezon temu, gdy Górnik zjeżdżał do I ligi. Dla kibica poza Gdynią, Wodzisławiem czy liwicami było to zupełnie obojętne. Szkoda, że nie spadł Śląsk ( 2 zwycięstwa w ost. 2 kolejkach). Upadł mit 4. siły w Polsce. I bardzo dobrze…

4. W przypływie emocji, gdy po sezonie”schodzi”ciśnienie można zdobyć się na chwile szczerości. Uznanie dla Białasa ( mocne stwierdzenie: rozmieniłem się na drobne ), Mili (zdegustowanego sugestiami kibiców Śląska, że ich piłkarze “odpuścili mecz” Arce) i Grzyba ( który najłagodniej powiedział o bałaganie organizacyjnym w Chorzowie)

Tu przypomina mi się anegdota, gdy w ekstraklasie biedę klepał bodajże GKS Katowice i spytano jednego z piłkarzy: “Co słychać w klubie?” Ten odpowiedział: “Ostatnio włączyli nam ciepłą wodę, może włączą nam też prąd..”

Kończy się kolejny sezon. Gdy tytułowy bohater “Truman Show” opuszcza sztuczne może i przez ukryte drzwi, znika sprzed oczu kamerom, śledzący całe jego życie, widzowie zadają pytanie: I CO BĘDZIEMY TERAZ ROBIĆ?

Na szczęście niedługo mundial i prawdziwy futbol. Byleby publiczna tego nie popsuła. Oprócz ładnego i smakowitego dania, zwracasz uwagę na opakowanie, całą otoczkę. Może stanie na wysokości zadania.

Oby…

* Skomentuj ten wpis

Symultana po polsku (cz. I)

Prawie tydzień temu, przeczuwając podskórnie końcowy rezultat mojej drużyny (która  paradoksalnie ma w ostatniej kolejce jeszcze o co walczyć, choć to “co” - można nazwać sympatyczną wakacyjną przygodą w preeliminacjach do Ligi Europejskiej) przerzuciłem się na Sky Sports, pokazujący finałową kolejkę niemieckiej Bundesligi.

U Niemców o zdobywanych bramkach na innych stadionach informował spiker, komentujący dane spotkanie. Gdy w pewnym momencie w Berlinie, zrobiło się 1-1, kolejny komunikat: “TOR in Berlin!” został przyjęty przez moderatora Multibundesligi pytaniem: “Fur Bayern?” - na co sprawozdawca, odrzekł spokojnie: “Naturlich”. Tak jak naturalny był wcześniejszy lub póżniejszy powrót monachijskiego hegemona na tron, tak co roku - my, kibice Legii - naturalnie z rezygnacją i małym przygnębieniem musimy uznać wyższość innego zespołu.

Dla każdego z nas wtorkowy “gong” w naszej polskiej symultanicznej lidze, był małym ukłuciem i niecierpliwym pytaniem: ” A może wyrównali?”, może za chwilę zobaczymy radość legionistów, przywitaną gwizdami polonistów?

Nawiasem mówiąc, wynalazek Multiligi jest niezłym chwytem. Poprzez nagromadzenie boiskowych zdarzeń, spotęgowanych bramkami w ostatnich chwilach meczu  widz - także ja - odniosłem wrażenie, że coś się jednak w naszej piłce dzieje, że w szarościach całego sezonu, chociaż te dwie ostatnie dają trochę adrenaliny.

W Krakowie - co stwierdzam nie bez małej satysfakcji - istnieje jakaś siła fatalna. Krąży w Wiśle, szczególnie w formacji obronnej. Nazwijmy ją  “syndromem Głowackiego” . Ten chwalony niemal co kolejkę defensor utkwił w mojej kibicowskie pamięci jako gość, który zawalił nam mecz z Anglią (nie upilnowanie Defoe’a i swojak przy stanie 1-1 - a mógłby powstać nowy “mit Wembley” i kolejne bajanie o “zwycięskim remisie”) i którego każda interwencja, gdy był ubrany w reprezentacyjną koszulkę budziła raczej irytację i niepokój. Owe przekleństwo przeszło na Jopa, który samobójem sezonu zamknął klamrą swoje wyczyny w kończącym się sezonie. Najpierw wspóludział w bramce straconej z Levadią, teraz (choć dziś jeszcze nie można o tym do końca przesądzać, utratę tytułu).

###

Pamiętacie ostatnią scenę “Rozmów kontrolowanych”? Z gruzów Pałacu Kultury wygrzebuje się Ryszard Ochódzki i  mało pewnym głosem, patrząc na gruzowisko, mówi: To się wszystko odbuduje. Po zakończeniu sezonu, jako kibic (L) będę mamił się tą nadzieją. Nadzieją na nowe rozdanie, powróci sen o sprowadzeniu klasowego napadziora. Każda wzmianka o Saganowskim będzie kwitowana  wakacyjnym livemotivem: SAGAN WRÓĆ! Maciek Skorża wszystko poukłada, skończy się chory spór jednych z drugimi, którym przecież chodzi o dobro klubu. Cudem zagramy w eliminacjach, pukniemy w pierwszej rundzie jakiś kelnerów, by po walce odpaść z bardziej uznanym rywalem.

Marny to był sezon. Zapamiętam pogoń w Gdańsku, gdzie ładnie wyciągnęliśmy wynik. Zwycięstwa z Wisłą na wyjeżdzie i utarcie (wtedy) nosa Lechowi, wreszcze wygrana w Kielcach, piękne gole Rybusa w Gdyni( oraz jego debiutancki gol w reprezentacji) i Iwańskiego w Bełchatowie ( który mimo wszystko jest niezłym jak na nasze warunki graczem) - warto pamiętać.

Żal tych wszystkich porażek 0-1, gdzie były sytuacje, frajerskich remisów u siebie, potraconych punktów ze słabeuszami. Zanucić cicho: Nie poddawaj się ukochana ma. Będzie dobrze…

P.s. Nie macie też dziwnego uczucia, gdy  Nahorny( łeb jak sklep, duża wiedza) - zwykle opowiadający z przejęciem o Premiership, komentuje mecz Arka-Piast?

* Skomentuj ten wpis

Piłka prowincjonalna

W jednym z ostatnich programów “Cafe Futbol” Wojtek Kowalczyk opowiadał o “urokach” gry na A-klasowych klepiskach, w małych miejscowościach - wsiach i miasteczkach, gdzie nie ma ogłuszającego dopingu, a pojedyncze okrzyki z trybun słyszy prawie cały stadion. Ktoś może odrzucać taki piłkopodobny produkt i potępiać w czambuł każdy przejaw lokalnego patriotyzmu, smakując tylko piłkarski geniusz Messiego, piękne zwycięstwo Chelsea, magiczne dotknięcia wirtuozów tej dyscypliny.

Dziś opowieść o specyfice gry i kibicowania na III- ligowym froncie na Lubelszczyżnie. W małym miasteczku wykrojonym jak ulał z piosenki Zamachowskiego (warto zerknąć na youtuba)  istnieje klub, który nigdy nie awansuje do Ekstraklasy, a jego aktualną ambicją jest pozostanie w gronie faktycznych czwartoligowców.

Orlęta Radzyń Podlaski - zespół z mojego rodzinnego miasta po niezłym początku rundy rewanżowej (wyjazdowy remis z Górnikiem II Łęczna) przegrywa dziś z Tomasovią Tomaszów Lubelski 0-2. Nie to jest jednak najistotniejsze - że w ciągu 90 minut nie potrafimy rozegrać 5 płynnych akcji, a nasz napastnik marnuje setkę, która de facto jest jedyną klarowną szansę na gola. Nasze trybuny są dość blisko murawy, stąd niektóre akcje, dyskusje zawodników z sędziami są bardzo dobrze słyszalne. Możesz odnieść wrażenie, że sam stoisz przy linii, gdy słyszysz - jak w greckim dramacie - Chór. Nie tylko komentuje wydarzenia na boisku, ale co chwilę podpowiada “naszym” najlepsze rozwiązania. Młody piłkarz bywa czasem nieżle skołowany, gdy szykując się do wybicia piłki z autu słyszy często 3 wykluczające się rady.

Zabawne są komentarze w stosunku do przeciwników. Dziś zapamiętałem taki komentarz kibica do kapitana Tomasovii(narzekającego w rozmowie z sędzią): Na rozmowy to  się umówcie do kawiarni. Było też pouczenie dla arbitra: Co ty tak z nim rozmawiasz?! To twój chrześniak?

Inne perły:

- kiedyś mocno podpity fan przelazł przez ogrodzenie i zagadnął liniowego: Panie sędzio, mogę z panem pochodzić?

-ten sam gość, gdy nasi piłkarze nie mogli się zdecydować, kto ma wykonać rzut wolny z bliskiej odległości od bramki, nie wytrzymał i z hasłem: “Ja idę!” próbował pomóc ukochanej drużynie (jeden z zawodników dosłownie wypchał go za linię)

- gdy z pobliskiego kościoła słychać dzwony, jeden z fanów wyrwał do sędziego:”Sędzia! Na pogrzeb teściowej dzwonią”.

Taka piłka musi zostać. Jest jakaś więż z chłopakami, którzy stoją obok w ciebie po bułki w sklepie,który mijasz na ulicy, którzy nie stąpają w chmurach, a na trening przychodzą piechotą.

Na naszym małym stadioniku gościliśmy kiedyś reprezentację Polski U-15 czy może U-17, nie pamiętam, gdzie grał Kuba Rzeżniczak, w jednym z meczów jubileuszowych mogłem podziwiać starych mistrzów: Dziekanowskiego i Czarka Kucharskiego (pochodzi z niedalekiego Łukowa) , a trenerem tego zespołu był Andrzej Strejlau.

Grał u nas brat Ariela Borysiuka - Rafał. Na jeden mecz przyjechali go obejrzeć wspomniany Ariel i jego ówczesny “kierowca” - Aco Vuković. (było to 2 dni po meczu Legii z Polonią (2-2) ).

Ot, takie małe radości prowincjusza.

Po powrocie ze stadionu mecz Odry z Lechem - o, dziwo ;) - nie był spektaklem z innej planety.

* Skomentuj ten wpis

Dlaczego Franz nie dotrwa do Euro?

Lubię Franciszka Smudę. Czasami podziwiałem. Zapamiętam jego radość na Broendby, szaleńcze podskoki na Ł3, póżniej powrót na Łazienkowską i wspaniałą serię zwycięskich meczów, zakończonych dwuaktową tragedią w Lubinie, po której Frankowi podziękowano.

Jako kibic (L)  - z nadejściem każdego (prócz Kubickiego)  nowego trenera wierzyłem, że poprowadzi mój zespół do sukcesów i chwały. Jego szczególnie. Pamiętam jego “oczyszczanie atmosfery”, gdy po rzekomych telefonicznych żartach, wyrzucił z drużyny winnych dowcipnisiów. Jak przez mgłę przypominam sobie o jego łódzkim zaciągu, z którego jeden as zagrał 8 minut w Pucharze Ligi. Niektórzy wypominają mu jego wiązankę na jedną z reporterek Wizji Sport.

Impulsywny, używający specyficznej polszczyzny, która mogłaby śmiało stać się tematem niejednej rozprawy doktorskiej. Franz ze swoimi powiedzonkami przypomina mi gościa, który nie załapał się na statek w filmie “Rejs” Piwowskiego. Błyszczałby tam jako naturszczyk.

Piszę te spostrzeżenia na kilka godzin przed meczem z Bułgarią. Nawet dobry wynik tego meczu (choć przewiduję “w plecy”) tego nie zmieni.

Dlaczego Smuda nie poprowadzi naszej reprezentacji na Euro 2012?

1) Bo jest jaki jest. Zaprzecza sobie, gdy mówił o swojej autonomii i samodzielności w podejmowaniu decyzji - tak w kwestii sztabu szkoleniowego (vide Furtok), jak i zapisie w kontrakcie o zakazie krytykowaniu PZPN-u. . Puchar Króla to kolejny przykład “pożytecznego sprawdzianu z silnymi przeciwnikami”.Zasmuca niekonsekwencja w doborze współpracowników  Jeszcze wczoraj Jasiu był dobry, dziś jest facetem w krawaciku, który miał tyrać, a nie tyra. A Kazimierski to co robi?

2) Bo trafił na bidę i nędzę piłkarstwa polskiego. Futbolistów, którym filozof z Rotterdamu wmówił bzdety o “international level”, “talentach” i innych “step by stepach”. Znów więc mamy powołania dla piłkarzy, którzy grzeją ławę, ale którzy być muszą, bo innych nie mamy, np. Dudka (Auxerre). Są też tacy, którzy nigdy nie powinni słuchać na murawie Mazurka Dąbrowskiego - bo ich mizeria i w naszej lidze jest widoczna: Mierzejewski z Cracovii, Przyrowski z Polonii (który  w ostatnim meczu z Lechem interweniował jakby grał w siatkówkę), o Pawełku szkoda gadać. Jeśli nadzieję pokładamy w Gliku, Sobiechu, czy innych którzy błyskają jak meteory w Ekstraklasie? - to kaj my so?

3)  Bo za granicą gra garstka Polaków:pomijany Boruc, Kuszczak, Ireneusz “kontuzja” Jeleń, Ludo, Kosowski. Już nawet Żewłakow siedzi na ławeczce w Pireusie.

4) Bo brakuje nam lidera- no chyba że za takiego uznamy dosyć cichego i skromnego ( co, zrozumcie mnie dobrze, nie jest wadą) Kubę Błaszczykowskiego, który w reprze gdzieś zatracił swoje autentyczne walory, a Murawski takim liderem nie będzie.

5) Bo gdy na 7 czy 8 sparingów, przegramy pięć - to potrzeba będzie znależć winnego. A taki Jurek Engel czy inny Stefek Majewski zawsze zgodzą się przejąć kadrę “dla dobra polskiej piłki”.

6) Bo nie będzie widać postępów i zaczną się kombinacje taktyczne - czy my, mocarze futbolu, możemy sobie pozwolić na grę z jednym napastnikiem? Zawsze jak dostajemy w plecy, jeden czy drugi ekspert wyciąga tą kwestię

7) bo “kruca bomba, mało czasu” - a my chcemy już, zaraz, natychmiast. Pokolenie McDonalda - pragnące dostać szybko, zjadliwie i w ładnym opakowaniu. Na dziś.

8 ) bo każda drużyna rodzi się w eliminacjach, w rywalizacji z silniejszymi lub równymi sobie - ktoś się objawia, ktoś nie sprosta zadaniu, jest zastępowany innym, ten się sprawdza. My tego mieć nie będziemy. Choć nawiasem mówiąc cieszy mecz z Espanią, to czy naprawdę zagramy jescze z Argentyną, Brazylią, Holandią czy choćby Wybrzeżem Kości Słoniowej?

9) bo rządzący naszą piłką w myśl zasady “jakoś to będzie” nie zrobią od siebie nic, by pytanie “co po Euro?” nie było tylko pytaniem retorycznym

10) bo prezesem PZPN-u nie został Boniek i centrala ciągle jest ostatnim bastionem PRL-u w wolnej Polsce

Mimo wszystko, szczerze życzę Frankowi powodzenia. Życzę  korony króla strzelców dla Lewandowskiego w zachodniej lidze, życzę Borucowi transferu do Anglii, śnię o Legii w Champions League, naszych polskich drużyn w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Życzę wam, by każda ligowa kolejka obfitowała w hity, który w napięciu przykuwają nas do foteli.

Chciałbym, by mistrzostwo Polski nie było celem samym w sobie. Nie chcę, by mistrz dewaluował się już w pierwszym poważnym starciu z europejskim przeciętniakiem. Życzę sobie nowych ludzi w PZPNie, którzy oczyszczą stajnię Augiasza z tego, co złe.

Wszystkiego dobrego, Franek!

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


wrzesień 2010
P W Ś C P S N
« sierpnia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930